Do darmowej dostawy brakuje Ci:
do kasy suma: 0,00 zł
Kategorie wpisów
Newsletter
Napiszemy do Ciebie o nowościach w nutach i książkach muzycznych
Anna Dramowicz muzyk, pedagog i... niepoprawna optymistka w rozmowie o odwzajemnionej miłości organowej, kocie Midorze i doświadczaniu historii 0

Kiedy pani Anna Dramowicz opowiada o muzyce, o swoich doświadczeniach i fascynacjach, żałuję, że nie mogę cofnąć czasu i zapisać się do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Szczytnie, gdzie pani Anna pełni rolę dyrektorki. Posłuchajcie sami jak opowiada o początkach swojej muzycznej przygody:

Anna Dramowicz

Dawno temu (ale to nie bajka:) do mojego miasteczka przyjechała na zimowe wczasy dziewczynka, która chodziła do szkoły muzycznej w Krakowie. Przychodziła do naszego domu ćwiczyć, ponieważ mieliśmy pianino, a ona sobie nie wyobrażała, że można nie grać codziennie. Też chodziłam do szkoły muzycznej, ale żeby tak codziennie grać...?  Postanowiłam sprawdzić, co ona w tych nutach widzi... no i sprawdziłam i do dziś odkrywam pokłady piękna, uczuć, medytacji itp. w każdym utworze muzycznym. Najwięcej samodzielnych odkryć dokonałam już po skończeniu szkoły muzycznej 1 -go stopnia, gdy uwięziona gipsem nie mogłam normalnie uczestniczyć w życiu siódmoklasistów. Do kolejnej klasy podstawówki (uczyłam się w systemie 8 + 4) chodziłam już do szkoły muzycznej w Krakowie. Potem było liceum muzyczne, akademia... Co ciekawe, nawet nie pamiętam imienia mojej "inspiracji".

Po tej odpowiedzi już w ogóle mnie nie dziwi, że powstały "Przygody kota Midora w krainie muzyki"! W opowieści czuje się Pani jak ryba w wodzie, więc jak inaczej miałaby Pani przekazywać najmłodszym swoją wiedzę. Zanim jednak pojawiło się tworzenie książek i scenariuszy, były wspomniane studia na Akademii Muzycznej w Krakowie. Jak wspomina Pani ten czas?

Przed studiami było jeszcze Liceum Muzyczne, w którym odkryłam swoją muzyczną miłość. Odwzajemnioną. Dla muzyki organowej po prostu straciłam głowę. Budziłam się o świcie, by jeszcze przed lekcjami spieszyć do szkoły i ćwiczyć piękne frazy Bacha i innych znakomitości. Z takim "napędem" dostałam się do Akademii Muzycznej. Studia to pewnie dla każdego czas szczególny. Dla mnie również. W okresie politycznej blokady świata nasi profesorowie robili naprawdę dużo, by ów świat, tak potrzebny muzykom, otwierać swoim studentom. Moi akademiccy nauczyciele to ludzie, którzy pozostaną w historii muzyki na zawsze, więc doceniam moich wspaniałych Mistrzów. W Krakowie przeżyłam jeszcze sympatyczny roczny epizod w zespole "Słowianki". Oczywiście muzyka organowa królowała. Dość wcześnie rozpoczęłam działalność koncertową, ale obok muzyki pojawił się ktoś bliski sercu i jest ze mną do dzisiaj. Razem graliśmy w duecie organowym, a w Krakowie przeżywaliśmy wydarzenia związane ze świętym Karolem Wojtyłą. Te uskrzydlające i te smutne (wybór na papieża, pierwszą pielgrzymkę, biały marsz po zamachu). Dotknęły nas również groźne wydarzenia polityczne... doświadczałam Historii. Jako niepoprawna optymistka wierzyłam, że te zawirowania mają gdzieś, kiedyś ... szczęśliwe zakończenie. 

Później rozpoczęła Pani pracę jako nauczyciel, czy tak? Czy jednak najpierw i przede wszystkim było życie muzyka i koncertowanie?

Cały czas gra i nauczanie były obok siebie. Podobało mi się bardzo, że moim uczniom mogę zaprezentować utwory, które im zadaję, a współpraca z Olsztyńską Filharmonią i Olsztyńskim Festiwalem Organowym dawała mi okazję, by dbać o artystyczną formę i występować nie tylko w Olsztynie. Koncertowania na światową skalę nie rozwijałam, bo szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam, jak się do tego zabrać organizacyjnie. To był czas "braku piasku na pustyni". Nie mieliśmy nawet telefonu. Moja praca dawała mi radość, satysfakcję i możliwość zadbania o rodzinę. Czego chcieć więcej?

Pani Anno, organy, czy fortepian? Po której stronie jest Pani serce?

Fortepian kochałam chyba bez wzajemności takiej, jakiej doświadczyłam od króla instrumentów. Pianino było w domu, starsza siostra chodziła do szkoły muzycznej, więc fortepian stał się naturalnym elementem mojego życia. Gdy zabrałam się do grania na organach już blisko matury, miałam dość doświadczeń pianistycznych, by nauka gry na nich nie sprawiała mi żadnego trudu. To było dla mnie prawdziwe objawienie.

Proszę zatem poradzić - jak ukierunkować dziecko, które rozpoczyna naukę gry na instrumentach klawiszowych. Czy ważne są jakieś predyspozycje?

Jeśli rodzice chcą, by ich dziecko grało na instrumencie, to najlepiej, by był on w domu. Trudno wzbudzić zainteresowanie czymś nieobecnym. Ta uwaga dotyczy maluchów. Starsze dzieci, które mają dostęp do wielkich zbiorów muzyki w sieci same przychodzą do rodziców ze swoimi pomysłami. I to niekoniecznie musi być gitara...
Predyspozycje: słuch muzyczny i pamięć pomijam jako cechy oczywiste. Budowa fizyczna (wielkość ręki, jej "elastyczność" i giętkość) może dopomóc, ale nie powinna stanowić przeszkody ani nie powinna budować bariery w głowach nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Więcej może nauczyć się entuzjasta "bez fizycznych predyspozycji" niż ogólnie niechętny wyzwaniom człowiek z predyspozycjami. 

Nie są Pani obce bardzo różne podejścia do nauki gry na instrumencie - Metoda Suzuki, edukacja formalna, w szkole muzycznej. Wobec wielu możliwości rodziców czasami przerasta dokonanie wyboru sposobu edukacji dla swojego dziecka - co poleca Pani, co sprawdziło się w Pani doświadczeniu?

Metodę Suzuki "trenowałam" ze swoim 5-letnim wówczas Synkiem. Był moim pierwszym uczniem Suzuki. Brakowało mi wsparcia autorytetu, jakim jest nauczyciel (sama nim byłam) ale ta trudność była sposobnością do wymyślania zabaw zachęcających do pracy. Metodę Suzuki polecam rodzicom gotowym na poznawanie muzyki razem z dzieckiem, czyli uczestnictwo w lekcjach, robienie notatek i granie z dzieckiem w domu. Do tych aktywności dochodzą warsztaty, koncerty i inne wydarzenia, w których można uczestniczyć i poznawać innych nauczycieli, dzieci, rodziców. Wspaniała przygoda i okazja do zbudowania extra przyjaźni między uczniem a osobą, która prowadzi jego muzyczne wykształcenie. To nie musi być mama, może być tato, czy babcia.
Edukacja formalna, czyli ta w szkole muzycznej? Słowo "formalna" brzmi dość groźnie i sztywno. Szkoła muzyczna daje wspaniałe wsparcie w postaci współtworzenia społeczności szkolnej. A w niej oprócz gry na instrumencie mamy lekcje rytmiki, zespoły instrumentalne, chóry i inne możliwości poszerzenia kształcenia muzycznego i uprawiania muzyki. To, co wydaje się pewnym sformalizowaniem jest ramą, która określa, do czego dążymy. Ustalali ją artyści - nauczyciele. Ludzie godni zaufania.
Bez względu na metodę, im mniejsze dziecko, tym potrzebuje większego i szczerego zainteresowania rodziców. Do odniesienia sukcesu - bez względu na metodę - jest potrzebny  mistrz - nauczyciel, wsparcie ze strony domu i "kilometry w palcach". Uzdolnienia nie zaszkodzą ;)

Na pewnym etapie swojej drogi pedagogicznej, zaczęła Pani opracowywać autorskie programy nauczania. Skąd taki pomysł?

Inspiracja nadeszła ze strony Centrum Edukacji Artystycznej. Cały projekt zapowiadał się kusząco. Miałam czas (pisałam latem) i dużo doświadczeń, które w ten sposób zostały zebrane. Mam nadzieję, że nadal komuś służą. 

Mając za sobą tak różne doświadczenia w świecie muzyków i pedagogów, podjęła Pani rolę dyrektora szkoły muzycznej. Jak się Pani w niej czuje? Co ona otwiera, co zamyka?

To jest pomysł na podsumowanie mojej drogi zawodowej. Mam nadzieję, jak w przypadku programów nauczania, że zbierane przez całe dotychczasowe życie doświadczenia komuś się przydadzą. Pracuję z fantastycznymi ludźmi. Wiem, że można z nimi robić piękne koncerty i inne projekty, co niezwykle motywuje uczniów do pracy, a zatem rozwoju. Mam jeszcze kilka pomysłów. Wspólnie z nauczycielami, uczniami i ich rodzicami postaram się doprowadzić je do szczęśliwego zakończenia. Tak widzę odpowiedź o otwarcie, o które Pani pytała. Może jeszcze coś się wydarzy, o czym teraz nie wiem?  
Praca na stanowisku zarządzania ogranicza ilość wolnego czasu. Nieco inaczej wygląda mój dzień pracy: trochę wcześniej się zaczyna i później kończy. Mam więcej pracy z dokumentacją szkolną i więcej niż nauczyciel czytania aktów prawnych. Ale to nie jest jakiś ból. 

Przygody kota Midora
Przygody kota Midora w krainie muzyki autorstwa Anny Dramowicz

Wróćmy na koniec jeszcze do kota Midora. Proszę opowiedzieć trochę o powstaniu tego podręcznika i o tym jak można wykorzystywać go w nauczaniu. Ciekawi mnie też czy ma Pani w zanadrzu jeszcze jakieś książki, których wydania możemy się spodziewać.

"Midorek", jak się go pieszczotliwie nazywa, to zbitka trzech nazw dźwięków. Ten muzyczny kotek był mi potrzebny, by dzieciom szkolnym, które lubią opowieści dać do rąk historię, która będzie im towarzyszyć w początkach nauki. Chciałam, by mikroutworki tam zawarte korespondowały z wiedzą tzw. teoretyczną. Jest więc mowa o metrum i pulsie, pięciolinii, wartościach rytmicznych i oczywiście o nutach, które są odwzorowaniem dźwięków. Wiedza o nutach działa w dwie strony: czytamy nuty, by poznać muzykę, ale nuty są zapisem dźwięków. Najpierw jest dźwięk, muzyczny zamysł. Może istnieć tylko w głowie kompozytora.
Z książką można robić różne rzeczy: rysować w niej, malować...może służyć jako podręczny notatnik do nut. Zaproponowane przeze mnie ćwiczenia można wzbogacać. O tym, jak to robić mówi poradnik metodyczny. Umieściłam go na stronie www.naukamuzyki.pl do bezpłatnego pobrania. 
W kwestii pomysłów: zauważyłam, że są potrzebne Etiudy ćwiczące grę a vista. Mam nawet szkice. Zapraszam do współpracy. 

Na koniec zawsze pytamy o polecenia pozycji z naszej księgarni. Czy coś szczególnie zwróciło Pani uwagę, sprawdziło się w pracy nauczyciela, a może po prostu o jakichś nutach Pani marzy?

Jestem wdzięczna za sprowadzenie Symfonii organowych L. Vierne. Jedną z nich prezentowałam publiczności na recitalu w Olsztynie w 2018 roku. To nie był mój pierwszy kontakt z Waszą księgarnią. 
Niedawno miałam prawdziwą radość mogąc zamówić nuty, które są potrzebne nauczycielom w szkole, w której teraz pracuję. Nie wymienię pozycji, bo było ich wiele...
Marzę o nutach z filmu "Gnijąca panna młoda".

"Spełniamy muzyczne marzenia" to jedno z haseł naszej księgarni, więc na zakończenie rozmowy pozostaje mi dodać, że te nuty są już teraz u nas dostępne :)

Gnijąca panna młoda - Danny Elfman - nuty

Piosenki z filmu „Gnijąca panna młoda” - nuty w opracowaniu na fortepian, gitarę i wokal

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl